Archiwum
- Index
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 156 Maska miłości
- Dynastia DanforthĂłw 01 McCauley Barbara Skandal czy slub
- Frale Barbara Templariusze i całun turyński
- Dunlop Barbara Dziedzic francuskiej fortuny
- 0518. McMahon Barbara Jak znaleźć dobrego męża
- Małżeńska umowa McMahon Barbara
- McMahon Barbara Wszystko od nowa
- Cartland Barbara Namiętność i kwiat
- McCauley Barbara Pod osloną nocy
- Cartland Barbara Niechętna żona
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- aeie.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Germaine, przecież wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.
- Tak... To chyba przez to wino. Chodzi o Rudy'ego. Mary wytrzymała spojrzenie
przyjaciółki.
- On nie istnieje - oznajmiła Germaine.
Odgłosy pazdziernikowego wieczoru na chwilę wpadły do salonu, by wypełnić
wytworzoną w nim pustkę. Mary próbowała usiąść na kanapie, ale bezskutecznie.
- Co? - zapytała wreszcie.
- Powiedziałam, że Rudy nie istnieje. Rudy'ego po prostu nie ma. Nie mam
chłopaka z UCLA.
- Nie rozumiem.
- Wymyśliłam go, Marę. Nie ma żadnego Rudy'ego na naukach politycznych, a ja z
nikim nie chodzę i wcale nie uprawiam seksu tak, jak myślisz.
- Ale... Ja naprawdÄ™ nic z tego nie rozumiem...
- Wymyśliłam go, wyssałam go sobie z palca!
- Dlaczego?!
Nie mogąc już chwili dłużej znieść zdumionego spojrzenia przyjaciółki, Germaine
przeniosła wzrok na świecę i pociągnęła kolejny łyk wina.
- Z początku byłyśmy tylko we dwie i było naprawdę fajnie. Ale z czasem pojawił
się Mikę i od tamtej pory musiałam się z nim tobą dzielić. - Jej cichy głos
wypełnił rozświetlony krąg wokół świecy. - Zaczęłaś z nim chodzić na dobre, a
ja... Nie wiem. Może ci chciałam pokazać, że ja też tak mogę? Sama rozumiesz...
że też mogę mieć chłopaka na stałe... - Umilkła.
Mary wsłuchiwała się w rytm własnego oddechu. W salonie zrobiło się ciemno i
duszno; wino szumiało jej w głowie. Zamrugała nieprzytomnie.
- Tak mi przykro... - szepnęła.
262
Madonna jak ja i ty
Germaine odrzuciła głowę w tył; unikała wzroku Mary. Nalała sobie jeszcze wina i
wypiła je duszkiem Jest
eC"°Z ^ * W ^ "^ i Kl&!
myała
Rzecz w tym, że nawet Germiane nie rozumiała tego w pełni. Dlatego nie umiała
ubrać tego w słowa i pr el stawie przyjaciółce. A chodziło o to, że wcale nie
lubiła chłopców i bardzo, ale to bardzo, wręcz z całego serca chciała przestać
się bać własnych pragnień i tych
tsndwktóre miała ostatnia A możet
Potrząsnęła głową i ze smutkiem wpatrzyła się w ma ły ogieniek. Chciała, by Mary
ją objęła i^ała s7ę"! wypłakać na ramieniu. Chciała być dla niej kimś ważnym,
umiec jej powiedzieć, jak bardzo jej na niej za-
- Nie musiałaś tego wszystkiego zmyślać - usłyszała głos Mary. - Jest mi
obojętne, czy masz chłopaka czy nie
Ty nic me rozumiesz! - krzyczała Germaine bezgłośnie usiłując, mimo odurzenia
winem, pochwycić te mysi, której od tylu miesięcy nie była w stanfująć w słowa.
Nie chciałam, żebyś myślała, że jestem nienor malna, ze cos jest ze mną nie
tak... Ale ta myśl, po ktdrą już prawie sięgała - po ktdra
^n81^ JeSZlZe PrZGZ kilka Iat' d°Pdki nie OkryÅ‚a caÅ‚ej prawdy o sobie - znowu
jej umknęła. Przestraszona sama sobą i tym, co podejrzewała, powiedziała zła-
"idna
Sem nie robiłam
Wieczdr wldkl się noga za nogą. Mary ogarnęło gorąco-rozmarzyła Sle. Gdyby była
trzezwa, może doLłob^do mej subtelne wyznanie Germaine, może zaoszczędzi " at>y
]ej męki nazywania po imieniu rzeczy, których towaałannnrt P6rf rozumiala- Me
Mary piła wino, lewi-Pocto f tSUKteT 1.slyszała Wko słowa, nic więcej, ściągała
z kubeczka i patrzyła, jak długie czarne włosy
263
Barbara Wood
Germaine odbijają blask świecy; miała ochotę wyciągnąć rękę, dotknąć ich,
zanurzyć w nie palce, poczuć ich jedwabistość...
- Więc tak... - mruknęła Germaine z ciężkim westchnieniem. - Właśnie tak to
wygląda. Teraz już znasz mój największy sekret.
Mary uśmiechnęła się w ciemności.
- Cieszę się, że mi powiedziałaś.
Germaine odpowiedziała jej uśmiechem, ale jej oczy przepełniał smutek.
- To pewnie głupio, że mamy przed sobą sekrety. W końcu jesteśmy naprawdę
dobrymi przyjaciółkami, prawda? Marę? - Podniosła na nią bursztynowe oczy. -
MarÄ™?
- Hm?
- Może ty też mi w końcu powiesz? No wiesz... O dziecku...
Mary nie otwierała oczu; oddawała się błogiemu uczuciu, jakie ją ogarnęło po
wypiciu wina.
- Co masz na myśli? - spytała.
- No wiesz... Jak to było? Jak to jest, kiedy się robi dziecko?
Mary gwałtownie podniosła głowę.
- O czym 1y mówisz?
- Podobało ci się? Podobał ci się seks z chłopakiem? Mary poczuła, że coś ją
[ Pobierz całość w formacie PDF ]