Archiwum
- Index
- Cartland Barbara NajpiÄkniejsze miĹoĹci 156 Maska miĹoĹci
- Frale Barbara Templariusze i caĹun turyĹski
- Dunlop Barbara Dziedzic francuskiej fortuny
- 0518. McMahon Barbara Jak znaleĹşÄ dobrego mÄĹźa
- MaĹĹźeĹska umowa McMahon Barbara
- McMahon Barbara Wszystko od nowa
- Cartland Barbara NamiÄtnoĹÄ i kwiat
- Cartland Barbara NiechÄtna Ĺźona
- Boswell Barbara Sekret i zdrada
- Gordon_Barbara_ _Gwiazdy_na_ziemi
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- gim12gda.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Za jakąś godzinę słońce rozproszy opary, ale, jak na
razie, szary woal dawał przyjemne poczucie bezpie-
czeństwa. Wiedziała, że to głupie, ale miło było my-
śleć, że skoro ona nic nie widzi, nikt również jej nie
może zobaczyć. A w obecnej sytuacji potrzebowała
każdego okruszka nadziei.
Drgnęła zaskoczona, gdy nagle dostrzegła, że jakiś
mężczyzna stoi przy relingu. Zaraz uspokoiła się jed-
nak, bo rozpoznała Nicka. I zaraz też, kiedy tylko się
odwrócił, jej puls znów przyspieszył, lecz tym razem z
zupełnie innego powodu.
Jego koszula była rozpięta do pasa, miał włosy w
nieładzie, a na policzkach dwudniowy zarost.
S
R
Gdyby miał przepaskę na jednym oku i kord w dło-
ni, wyglądałby jak prawdziwy pirat.
Zupełnie nie mogła zrozumieć, jak mogła wcześniej
sądzić, że Nick nie jest w jej typie. Ten facet musiał
być w typie każdej kobiety!
- Dzień dobry! - Skinął jej głową.
Och, nawet jego głos, głęboki i chropawy, przywo-
dzi na myśl korsarza, pomyślała zachwycona. Opano-
wała emocje i odezwała się obojętnym tonem:
- Wcześnie wstałeś.
- Ty też.
Jak mogła spać, skoro wiedziała, że w sąsiedniej
kajucie, zaledwie kilka kroków od niej, leży Nick.
Gdyby zdecydowała się na ten krótki spacer, nie mu-
siałaby być sama. Nie musiałaby się bać. Nie w bez-
piecznej przystani jego silnych ramion.
Nagle poczuła zapach smażonego bekonu.
- Gotujesz? - spytała zaskoczona.
- Dlaczego tak się dziwisz? - Odsunął się od relingu.
- Jaja to moja specjalność.
- Doprawdy? - Uśmiechnęła się dwuznacznie. - A
jakie masz jeszcze talenty?
- Umiem parzyć doskonałą kawę - przekomarzał się.
- Rewelacyjnie smażę ziemniaki. - Podszedł bliżej i
przytulił Sophię.
- Ziemniaki - westchnęła z komiczną fascynacją. -
Wiesz, jak zaimponować kobiecie.
S
R
- I dobrze - mruknął, przelotnie muskając jej wargi. -
Chodzmy jeść.
Kiedy bezceremonialnie odszedł, Sophia po-
żałowała, że nie ma pod ręką wielkiego kartofla. Z
przyjemnością cisnęłaby nim w Nicka. Jak mógł ją tak
zostawić? Jak mógł odejść, gdy jej całe ciało drżało z
niespełnienia?
Burcząc pod nosem mało przyjazne słowa, poszła za
nim do kuchni i z chmurną miną przyjęła napełniony
przysmakami talerz. Jednak w miarę jedzenia nastrój
jej się poprawiał i w końcu musiała przyznać, że jego
przechwałki nie były próżne. Jajka, ziemniaki, a nawet
kawa, okazały się doskonałe.
- Niezle, Sloane - przyznała niechętnie. - Kto
uczył cię gotować? Matka?
- Nie. Odeszła, gdy miałem dziesięć lat, a mój brat
osiem. Powiedziała, że się dusi i potrzebuje więcej
przestrzeni. Miała wrócić za kilka miesięcy, ale tego
nie zrobiła. Ostatnio słyszałem, że mieszka gdzieś we
Włoszech. - Wzruszył ramionami.
- Gdzieś we Włoszech... To całkiem spory obszar. -
Zastanawiała się, jak matka, jakakolwiek matka, mogła
zrobić coś takiego.
- Poradziliśmy sobie - stwierdził obojętnie.
- Staruszek kupił tawernę, a my z bratem zaczęliśmy
mu pomagać. Chłopak na posyłki, sprzątacz, kelner,
kuchcik. Zajmowałem się wszystkim po trochu.
S
R
- Byłeś też barmanem? To dlatego wybrano cię do
akcji w Steamie?
Tak naprawdę to była kara - powiedział powoli,
chrupiąc spieczony bekon. - Miałem drobne nieporo-
zumienie z porucznikiem. Tak się jakoś złożyło, że je-
go nos zderzył się z moją pięścią.
- Co ty?! Uderzyłeś przełożonego?
Posłał ludzi do akcji w podejrzanym warsztacie sa-
mochodowym, zanim dałem pozwolenie. Dwa miesią-
ce pracy pod przykrywką diabli wzięli. W zamieszaniu
postrzelono dwóch funkcjonariuszy. Gdyby ktoś zgi-
nął, nie skończyłoby się na złamanym nosie.
- Ciekawą masz pracę, Nick - skomentowała, przy-
patrując mu się uważnie.
- To nie bułka z masłem - przytaknął, patrząc jej
wprost w oczy. - Moja ostatnia dziewczyna wytrzyma-
ła ze mną tylko sześć tygodni. Nagle spakowała się i
tyle ją widziałem. Wciąż nie mogę jej darować, że za-
brała mój toster.
- Chcesz, żebym była zazdrosna? - spytała, choć
wiedziała, że jej zazdrość jest śmieszna. - Mam odpła-
cić ci tą samą monetą?
Zmrużył oczy, odłożył widelec i schwycił jej brodę.
- To zły pomysł, kochanie, chyba że masz z kimś na
pieńku. Dla mnie wszystko, co wydarzyło się przed
naszym spotkaniem, nie istnieje.
S
R
- Od teraz jesteśmy tylko ty i ja. Jeśli ci to nie od-
powiada, powiedz. Nie mam w zwyczaju dzielić się
swoją kobietą.
Jego uścisk, intensywne spojrzenie, deklaracja wła-
sności były absolutnie brutalne i barbarzyńskie. A tak-
że... niesamowicie podniecające.
- To działa w obie strony - odparła bez wahania,
twardo patrząc Nickowi w oczy.
Pokiwał głową, puścił jej brodę i delikatnie obwiódł
kciukiem usta.
- Jesteś taka piękna - szepnął w zachwycie.
Sophia poczuła, że świat zawirował. Nick w sekundę
przeszedł od gniewu do czułości. Nie miała pojęcia,
jak na to zareagować.
- Pragnę cię - powiedział, a ona zadrżała. -Ale mu-
szę się teraz zająć czymś innym - oznajmił szybko, co-
fając dłonie.
- Chyba nie zamierzasz mnie tu zostawić?
- Rozpraszasz mnie, Soph. Wiesz, że nie mogę sobie
na to pozwolić.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]