Archiwum
- Index
- Balogh Mary [Bedwynowie 01] Noc miĹoĹci
- Christopher Moore Wyspa Wypacykowanej KapĹanki MiĹoĹci
- Bainka Minte Konig KomĂłrkowa MiĹoĹÄ CAĹOĹÄ!
- 0017.Tinsley Nina WstÄp do miĹoĹci
- Schiller Fryderyk Intryga i miĹoĹÄ pl
- 104. Anderson Caroline Dozgonna miĹoĹÄ
- 139. Broadrick Annette MiĹoĹÄ po teksasku
- 0774. DeNosky Kathie Podniebna miĹoĹÄ
- Crawford Lillian Pierwsza miĹoĹÄ
- Sandra Lee SzkoĹa MiĹoĹci
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- aeie.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
uciekając pozostawiło włączone polewaczki.
obwieszczał coś przez megafon. Początkowe słowa zginęły w wyciu wiatru.
Wiatr dął, włosy przesłaniały twarz Shelley, właziły jej do oczu. Z wo
dospadu koło basenu unosiła się delikatna wodna mgiełka. Chłodna wilgoć Shelley nie musiała jednak wsłuchiwać się w każde słowo. Wiedziała
spłynęła kojąco po skórze. i tak, że oficer wzywa mieszkańców, by wsiedli do samochodów i zjechali ze
Chciałabym, żeby wszędzie na naszych wzgórzach można było oddy wzgórza.
chać takim wilgotnym powietrzem, pomyślała. Gdybym tylko miała magicz - Nie! - powiedziała przez zaciśnięte zęby, - Pożar nie jest jeszcze tak
blisko!
ną różdżkę...
Wóz policyjny mijał właśnie jej dom. Słowa dotarły aż na dach.
Nagle przypomniała jej się potężna pompa, która wysysała wodę z base
- .. .wiatr nadal wieje ze wschodu, pożar może się rozszerzyć - wyjaśniał
nu i zwracała ją w postaci wodospadu.
spokojny głos. - Nie ma powodu do paniki. Mamy dość czasu na ewakuację.
- Może to nie czarodziejska różdżka, ale zawsze coś!
Proszę wsiadać do samochodów i zjeżdżać powoli i ostrożnie ze wzgórza.
Zbiegła po kilku stopniach do pompy i aparatury filtracyjnej ukrytej wśród
Stała na najniższej części dachu słuchając wezwania do ewakuacji. Ro
skałek i zieleni. Palcami dygocącymi z niecierpliwości włączyła pompę na
zejrzała się dokoła siebie.
cały regulator. Natychmiast wodospad spotężniał trzykrotnie i huczącym łu
Dach nie był dostatecznie nawilżony.
kiem sięgał do jednej trzeciej basenu. W powietrzu zawisła kurtyna mgły.
Nie mogę teraz wyjechać! Dach jest ciągle suchy. A zresztą pali się na
Każdy drobiazg może pomóc, pomyślała, a w tej myśli splatały się ze
dal po przeciwnej stronie wzgórz. Wiatr na pewno znów się zmieni, zanim
sobą nadzieja i błaganie o ratunek.
sytuacja stanie się grozna. Wiatry od Santa Ana zawsze są zmienne.
Przygryzając wargę odwróciła się i spojrzała na południowy zachód: tam
Wóz patrolowy zawrócił i jechał z powrotem ulicą; rozkaz ewakuacji
właśnie błądzili z Cainem w dębowym gąszczu. Z tej strony niebo było pra
rozbrzmiewał głośnym echem wśród domów spowitych dymem, smaganych
wie czyste, widziała jedynie cieniutką mgiełkę dymu z ognia płonącego za
wiatrem. Samochody ruszały i zjeżdżały za wozem policyjnym po zboczu
jej plecami. Wyraznie odznaczały się barwne plamy kwitnących roślin. Ich
w dół, uciekając przed ogniem.
woń napełniała powietrze pełne słońca.
W wąską ulicę nie wtargnęły z rykiem syren żadne wozy strażackie. Mimo
Wprost trudno uwierzyć, że gdzieś w pobliżu szaleje pożar.
że wydano rozkaz ewakuacji, inne dzielnice były bardziej zagrożone pożarem.
Gdyjednak odwróciła się, ujrzała, że dym sięgał już ku jej domowi jak
- Jeszcze nie wyjadę - postanowiła. - To mój dom! Jeśli go teraz opusz
ręka o czarnych palcach z ogniście czerwonymi paznokciami.
czę, a jakiś płonący węgielek wyląduje na dachu, nie będzie nikogo, kto by
Wiatr ponownie zmienił kierunek z przeciągłym zawodzeniem; włosy
go stamtąd usunął.
Shelley znowu opadły na twarz. Wstrzymując oddech czekała, że wiatr po
wieje w inną stronę. Rozejrzała się niespokojnie dokoła. Na południowym zachodzie, nad
parowem, który znajdował się za jej domem, niebo zaćmiło się: błękit prze-
Czekała.
- 198 - -199-
szedł w szarość. Nad głową Shelley powietrze było ciemne od dymu; z każ Ogarnęło ją śmiertelne przerażenie.
dą minutą coraz ciemniejsze. Z nieba sypał się popiół. Razem z nim pojawi Ze wszystkich stron płonęły pożary. Płomienie miały sześć metrów wy
ły się maleńkie płonące węgielki. sokości, dziewięć metrów, nawet więcej. Splatały się ze sobąi tańczyły wszę
- Kiedy porządnie nasączę wodą cały dach, wyjadę stąd. Ale nie wcze dzie, straszliwie piękne.
śniej . Powietrze wypełniał potężny, niesamowity huk ognia - wydawało się,
Doznała czegoś w rodzaju rozdwojenia jazni: jedna połówka aprobowa że nawet dzień zapłonął.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]