Archiwum
- Index
- Balogh Mary [Bedwynowie 01] Noc miĹoĹci
- Christopher Moore Wyspa Wypacykowanej KapĹanki MiĹoĹci
- 0017.Tinsley Nina WstÄp do miĹoĹci
- Schiller Fryderyk Intryga i miĹoĹÄ pl
- 104. Anderson Caroline Dozgonna miĹoĹÄ
- 139. Broadrick Annette MiĹoĹÄ po teksasku
- 0774. DeNosky Kathie Podniebna miĹoĹÄ
- Crawford Lillian Pierwsza miĹoĹÄ
- Sandra Lee SzkoĹa MiĹoĹci
- Hardy Kate MiĹoĹÄ w Patagonii
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- aeie.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nie mogłam łazić po wszystkich szkolnych podwórkach ani wywiesić listu gończego: "Szukam
słodkiego, ziemnookiego faceta, w którym na śmierć się zakochałam podczas imprezy
gimnazjalnej w szkole im. Tomasza Manna. Proszę o natychmiastowe zgłoszenie!".
Nie mogłam tego zrobić. Westchnęłam i zaczęłam śpiewać:
- ...chodz, nie pozwól mi czekać, uszczęśliwi cię, Santa Lucia, Santa Lucia!!!
Obok mnie rozległ się cichy chichot. Poirytowana rozejrzałam się wokoło.
W tej samej chwili wydarł się Old MacDonald: - Jeśli chcesz mi w ten sposób przekazać, że z
chęcią przejęłabyś partię solową, to proszę bardzo, zrozumiałem twoją aluzję. Teraz byłoby
miło, gdybyś śpiewała to samo co reszta.
Spojrzałam na Milę zbaraniała i szepnęłam:
- Co ja takiego zrobiłam?
Pokazała na partyturę.
- Jesteśmy dopiero tutaj, przy włoskim tekście. Niemiecka zwrotka będzie pózniej.
- Ojejku, co za wtopa. Aż tak było mnie słychać?
- I to jeszcze jak - powiedziała Mila - świergoliłaś jak słowik. Na pewno myślałaś o swojej
komórkowej miłości, prawda?
Na moje nieszczęście Old MacDonald nie żartował.
Mój występ solowy zwrócił jego uwagę na - jak to okrślił - mój nośny sopran i na koniec
próby zapytał, czymogłabym sobie wyobrazić zaśpiewanie w duecie z... Tobiasem.
Na miłość boską, tylko nie to, pomyślałam sobie i powiedziałam grzecznie:
- Jeśli uważa pan, że mogłabym...
Uważał. Włożył mi w rękę kilka kartek z nutami i powiedział:
- Obejrzyj je sobie!
Nie tylko je sobie obejrzałam, ale wypróbowałam w domu na pianinie. To był fragment z
West Side Story i nosił tytuł Somewhere.
Nuciałm go sobie, kiedy rozległ się dzwięk komórki. Oderwałąm ręce od klawiszy i zajęłam
się telefonem.
- Część, lovely, co robisz?
- Gram na pianinie.
- Daj posłuchać.
Przełączyłąm na głośnik i zagrałam kilka taktów.
ON nucił melodię, a potem przeszedł do delikatnej melorecytacji. There's palce for us,
somewhere a place for us...
A może to był Tobias?
Skończyła się moja cierpliwość.
- Pięknie! - rzuciłam. - Super! Naprawdę moim zdaniem bomba! Ale wydaje mi się, że
spotakmy się na świętego Dygdy, co nie ma nigdy! Powiedz mi wreszcie, kim jesteś?! Wtedy
będziemy mogli się umówić i zobaczymy, czy, jak i gdzie nastąpi ciąg dalszy!
Zero reakcji. Złapałam za komórkę, żeby sprawdzić, dlaczego nie odpowiadał. Kurczę! Jak
zawsze, kiedy miał puścić farbę, ON, ten tchórz, po prostu odłożył słuchawkę!
Pierwszsa próba z Tobiasem była porażką. Dlaczego on był taki nieśmiały? Sprawiał
wrażenie, jakby przed każdym dzwiękiem, jaki ma zaśpiewać, chciał spytać o pozwolenie, żeby
otworzyć usta. I zamiast patrzeć na mnie, gapił się ponad moim lewym ramieniem w miejsce,
gdzie stały Mila i Kati. To doprowadziło Old MacDonalda do granicy rozstroju nerwowego -
wysłał nas do domu.
- Co się działo z Tobiasem? - spytałam Milę. - Tak w ogóle jest przecież całkiem OK.
- Kobieto, nie zauważyłaś? Przecież od razu widać, że on jest w w tobie zakochany po uszy! -
wtrąciła Kati i znowu, jeszcze raz podkreśliła, że jej zdaniem to Tobias jes anonimowym
rozmówcą.
- Na pewno przez cały czas musiał o tym myśleć i dlatego tak mu się zaczerwieniła twarz! -
powiedziała, śmiejąc się.
W ten sposób mój anonimowy rozmówca prawie codziennie zmieniał tożsamość, w
zależności od tego, czy bardziej przekonujące argumenty miała Kati, czy Mila. A kiedy ja
pozwalałam sobie mieć własne zdanie, to wtedy albo kierowało mną koknkretne spojrzenie
przystojnego chłopaka z autobusu, albo ciągle niezaspokojona tęsknota za parą
niezidentyfikowanych ciemnych oczu. A do nich wydawał się czasami doskonale pasować
sympatyczny głos chłopaka brzmiący w komórce.
- Da-da-da-da-da-da-da-da-daaaa...
Od kilku dni zaprogarmowałam sobie w komórce nowy dzwonek - kilka taktów Dla Elizy.
- Tak?
- Where are you going, my lovely?
- Bawić dzieci - powiedziałam.
- Masz młodsze rodzeństwo?
- Nie, idę do sąsiadów. Muszę trochę zarobić na telefon i nie tylko.
- To nie moja wina. Dotąd to nie przeze mnie ponosiłaś koszty, w końcu to ja zawsze do
ciebie dzwonię.
Natychmiast skorzystałam z okazji.
- Jak dasz mi swój numer, to będę mogła do ciebie zadzwonić. Będzie dla ciebie taniej.
- I zrobiłabyś to?
- Co?
- Zadzwoniłabyś do mnie?
- Jasne, dlaczego nie?
Przerwa.
- No i jak? Dasz mi swój numer?
- Jeszcze nie, może póznej.
Głupi typ! Już się cieszyłam, bo myślałam, że w końcu go przekonałam, a tu znowu nic.
- Możesz mnie... - powiedziałam rozzłoszczona i urwałam rozmowę.
Wieczorem na próżno czekałam na kołyskanę. Cisza... Pustka... Czekanie. Kartkowałam jakąś
książkę, czytałam słowa i zdania, nic z tego nie rozumiejąc. Trzy razy poszłam do lodówki,
przyniosłam jogurt, colę i znowu jogurt. Spojrzałam na zegarek. Północ. Zgasiłam światło. Kim
właściwie byłam, że nie mogłam zasnąć bez kołysanki tego faceta z komórki? Nie byłam
przecież uzależniona od kogoś takiego! To śmieszne! Przewracałam się z boku na bok.
Aaa, spogląda tylko twarz księżyca... Dlaczego do diabła nie dzwonił? Czy naprawdę się
obraził, że go tak trochę objechałam? To było przecież naturalne, że po tym jednostronnym
flircie telefonicznym, trwającym od tygodni, powoli traciłam cierpliwość i w końcu chiałam się
dowiedzieć, kim ON jest. Nie trzeba było się od razu wkurzać. Gapiłam się w okno. Ogarnęła
mnie panika. A jeśli już wcale nie zadzwoni? A jak stracił ochotę? A jak nigdy się nie dowiem,
kim był?
Zza cieńkiej zasłonki przebijała się okrągła tarcza kisężyca w pełni.
Jaśniejący księżycu, który królujesz na nieboskłonie, bądz posłańcem mych czułych myśli... -
chodziła mi po głowie jedna z miłosnych melodii Old MacDonalda.
A kiedy znowu zamknęłam oczy, błagałam gorąco: proszę, kochany księżycu, spraw, żeby
ON zadzwonił!
[ Pobierz całość w formacie PDF ]