Archiwum
- Index
- Dynastia DanforthĂłw 01 McCauley Barbara Skandal czy slub
- Frale Barbara Templariusze i caĹun turyĹski
- Dunlop Barbara Dziedzic francuskiej fortuny
- 0518. McMahon Barbara Jak znaleĹşÄ dobrego mÄĹźa
- MaĹĹźeĹska umowa McMahon Barbara
- McMahon Barbara Wszystko od nowa
- McCauley Barbara Pod oslonÄ nocy
- Boswell Barbara Sekret i zdrada
- Gordon_Barbara_ _Gwiazdy_na_ziemi
- Balogh Mary [Bedwynowie 01] Noc miĹoĹci
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- marcelq.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
do twej ręki i trudno będzie odrzucić mi jego ofertę.
Carmela uśmiechnęła się.
- Prawdopodobieństwo pojawienia się Archanioła
Gabriela jest niewielkie - zaczęła Carmela. - Być może jednak
Apollo znajdzie dla mnie miejsce w swoim rydwanie i trudno
będzie mi odrzucić jego ofertę.
- Konie Apolla nie są szybsze od moich... Obiecam
księciu, że będą one czekały na niego w Dover, tak że po jego
powrocie nie będziesz miała najmniejszej szansy ucieczki
przed nim.
- Jesteś pewien, że będę próbowała?
- Zachowujesz się tak, jakbyś chciała zmusić mnie, abym
powiedział, że chcę zamknąć cię w lochach i trzymać tam o
chlebie i wodzie.
- To brzmi całkiem interesująco - odpowiedziała Carmela
- atrakcyjność tej propozycji zależy wszakże od osoby
strażnika.
Zerknęła znacząco na lorda, ciekawa reakcji na jej ostatnie
słowa.
Wyraz jego twarzy jednoznacznie wskazywał na to, iż był
pewien, że Carmela próbuje z nim flirtować.
Obudziwszy się następnego ranka, Carmela zdała sobie
sprawę, że ciągle myśli o lordzie, i to w ten sam sposób jak
wieczorem, gdy kładła się spać.
Jeszcze raz zachichotała: myśl, że lord może sądzić, iż ona
stara się go oczarować, wydała się jej absurdalna.
Nie miała takiego zamiaru... Ale to przecież było
prawdopodobne, bo lord, mimo swej przygniatającej
osobowości, był jednak bardzo atrakcyjnym mężczyzną.
Jak mógłby choćby przez chwilę sądzić, że jego kuzynka
Felicity tak o nim pomyśli? - pytała Carmela samą siebie.
Potem doszła do wniosku, że jeżeli lord wyobrazi sobie, iż
ona myśli o nim jak o mężczyznie - jeszcze szybciej będzie
chciał wydać ją za mąż.
Dobrze wiedziała, w jakim typie kobiet gustował, a z tego,
co mówił dotąd, jasno wynikało, że na pewno nie były to
młode dziewczęta.
Carmela przemyślała wszystko jeszcze raz i uznała za
obrazliwe to, że uważał ją za bezwolną kretynkę, która
natychmiast wykona bez szemrania każde jego polecenie, a w
odpowiedzi na jego propozycje lub. życzenia zdobędzie się
najwyżej na krótkie tak".
Przypomniała sobie wszystkie ich rozmowy z ostatnich
dni: przecież lord nie potrafił ukryć swojego zaskoczenia,
ilekroć udzielała mu jakiejś inteligentnej odpowiedzi albo
używała w dyskusji argumentów, które zmuszały go do
wysiłku intelektualnego!
Byłoby bardzo dobrze dać mu nauczkę; może przestałby
być taki uparty w przyszłości.
Może nauczy się czegoś, gdy się dowie, że książę nie
wróci, ponieważ zamierza poślubić tę Francuzkę, Gabrielle.
Przynajmniej raz coś się stanie wbrew jego planom!
Na pewno go to zaskoczy, zwłaszcza jak mu powiem, że
od początku znałam prawdę! - pomyślała z zadowoleniem
Carmela.
Miała nadzieję, że nie będzie na to długo czekała. Lord
zrozumie, jak się mylił planując zamążpójście i nawet nie
pytając jej o zdanie.
Przypuszczam, że w wojsku zbierał same pochwały za
swoje nieprzeciętne zdolności organizacyjne, pomyślała z
pogardą, zastanawiając się, co też on mógł pisać w swoich
raportach kierowanych do księcia Wellingtona.
Mylił się! Po prostu się mylił! - powtarzała w myślach
Carmela. Tak samo, jak mylił się co do Felicity.
Ubrana w strój do jazdy konnej, zeszła po schodach,
przyglądając się po drodze obrazom, z których wyzywająco,
jak jej się przynajmniej wydawało, spoglądali na nią
przodkowie lorda. Jakby w rewanżu, dumnie wyprostowała
się, odwzajemniając spojrzenia.
Umówili się na przejażdżkę o dziesiątej. Prawdę mówiąc,
była gotowa już wcześniej, ale pomyślała, że byłoby błędem,
gdyby to ona czekała na lorda.
Nie było go jednak w hallu; stał przed domem, głaszcząc
konie i rozmawiając ze stajennym, który trzymał
przeznaczonego jej konia.
Jej rodzina nigdy nie mogła sobie pozwolić na kupno
drogich koni szlachetnej krwi. Mieli tylko dwa: jeden służył
ojcu do polowań, na drugim jezdziła matka.
Carmela miała wielkie szczęście, gdyż pozwalano jej
jezdzić na rumakach należących do hrabiny. Uczyła się jazdy
konnej u tego samego nauczyciela co Felicity; wiedziała, że
była doskonałym jezdzcem.
Zauważyła, iż lord był zadowolony znowu ją widząc,
prawdopodobnie dlatego, że nie kazała na siebie zbyt długo
czekać.
Sądziła, że stajenny pomoże jej usadowić się w siodle, ale
to lord objął ją w talii, podniósł i wsadził na konia, mówiąc
przy tym:
- Jesteś tak lekka! Trudno mi uwierzyć, że poradzisz sobie
z koniem tak dużym jak Flycatcher.
- Nie ucieknę na nim, jeżeli tego się obawiasz.
- Miał to być komplement - wyjaśnił. - Jest za wczesna
pora na jakiekolwiek docinki, przynajmniej dla mnie...
Carmela zaśmiała się.
- Przepraszam najmocniej! Po prostu bałam się, że każesz
mi jechać na jakiejś powolnej szkapie, a mnie się tak podoba
Flycatcher!
- Obiecuję ci, że będziesz mogła na nim jezdzić, kiedy
tylko zechcesz - powiedział dosiadając swego konia.
Ruszyli galopem, aż policzki Carmeli zaróżowiły się, a
oczy zaczęły błyszczeć. Gdy zwolnili do kłusa i jechali obok
siebie, lord rzekł:
- Jesteś wspaniałym jezdzcem i wybacz, że się
powtarzam, ale nie spodziewałem się tego po dziewczynie w
twoim wieku.
- Właśnie przypomniało mi się, że babcia zawsze
mawiała, iż Gale'owie nigdy nie przyznają się do błędów.
- Bywają wyjątki - lord uśmiechnął się do Carmeli i przez
chwilę jechali w milczeniu.
Zwieciło słońce, w drzewach śpiewały ptaki, motyle
krążyły nad kwiatami i cały świat był tak piękny, że Carmela
nie miała ochoty na jakiekolwiek utarczki.
Przecież dopiero co pracowała na plebanii, walcząc z
okrutnym Henrym i starając się udobruchać jękliwą Lucy!
Doskonale pamiętała, jak nocami myślała bez promyka
nadziei, że jej niedola nigdy nie będzie miała kresu i niczym
noc wchłonie jej życie.
Teraz, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
wszystko się zmieniło.
Nosiła suknie, które z powodzeniem zdobiłyby każdą
księżniczkę, jezdziła na najdoskonalszym wierzchowcu i
prowadziła rozmowy z najbardziej atrakcyjnym mężczyzną,
jakiego kiedykolwiek spotkała.
Pomyślała o tym wszystkim i doszła do wniosku, iż
powinna uklęknąć i dziękować Bogu.
Po chwili zdała sobie sprawę, że wpatruje się w lorda, O
tak, miała rację: lord był bardzo atrakcyjnym mężczyzną,
szczególnie gdy nie zachowywał się zbyt agresywnie. Zaiste,
prawdziwy mężczyzna.
I nagle w jej głowie zakołatało pytanie; pytanie, którego
nigdy by się nie spodziewała:
Przypuśćmy, ale tylko przypuśćmy, że zawsze mogłaby
tak jechać obok niego?
Rozdział 5
Dziś rano - powiedział lord - chcę się wybrać na szczyt
wzgórza Gale. Pamiętam, że byłem tam jako chłopiec i
wywarło to na mnie bardzo duże wrażenie.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]