Archiwum
- Index
- Celmer Michelle Królewskie zwišzki 02 Ksišżę i sekretarka (Goršcy Romans 893)
- Jameson Bronwyn GorÄ cy Romans DUO 886 W poszukiwaniu wspomnieĹ
- Dickson_Helen_ _Harlequin_Romans_Historyczny__274_ _Zakochany_lajdak
- Cornick Nicola Romans Historyczny 111 Mezalians
- Jump Shirley Harlequin Romans Pantofelek Kopciuszka
- 02 Trish Wylie Ĺťycie jak romans
- Chmielewska J. Romans wszechczasĂłw
- 162. Schuler Candace Przeszlosc nie umiera
- Candace Schuler PiÄtno przeszĹoĹci
- Bird Beverly Samotny śźeglarz
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- lafemka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Zostałeś przyjęty na okres próbny, czy\byś o tym
zapomniał? Mogę więc wylać cię z pracy, kiedy tylko
przyjdzie mi ochota. Bez \adnych wyjaśnień. A poza tym,
całkiem prywatnie, uwa\am, \e zachowujesz się jak typowy
samiec: pan i władca. - Andie zamikła na chwilę. - Jesteś
prawdziwym wybrykiem natury. - Palcem wskazała drzwi. -
Mam cię dość. Wynoś się z mego domu.
Jim skrzy\ował ręce na piersiach i oparł się o kuchenny
blat. Milczał.
- Ja nie \artuję. Chcę, \ebyś sobie poszedł. I to
natychmiast.
- Jeśli chcesz się mnie pozbyć, to wezwij policję.
- Tego nie zrobię.
- Jasne. Wszystko, tylko nie policja, mam rację? Andie
gotowała się ze złości. Była bezradna. Nie dałaby
rady wyrzucić Jima za drzwi. Prawdę powiedziawszy, nie
potrafiłaby zmusić go do niczego. Rozwścieczyło to ją jeszcze
bardziej.
- Zachowujesz się jak tchórz znęcający się nad słabszymi.
Wszyscy mę\czyzni są tacy sami. Jedni, nieco bardziej
kulturalni, starannie to ukrywają. Inni, prymitywni, u\ywają
grózb lub siły. Zawsze postawisz na swoim, prawda? Ale nie
tym razem. Dzisiaj będzie tak, jak ja sobie \yczę. - Andie
odsunęła się od Jima i sięgnęła po słuchawkę. - Wbrew temu,
co mówiłeś, zadzwonię na policję. Niech cię stąd wyrzucą.
Ciekawe, jak się poczujesz, kiedy cię zakują w kajdanki.
- To nie jest dobry pomysł. - Jim odebrał Andie
słuchawkę i odło\ył na widełki. - Twój ojciec nie byłby
zadowolony.
- Mój ojciec? A co on ma z tym wspólnego? Jim
popatrzył wymownie na Andie.
I nagle do niej dotarło. Jak łamigłówkę poskładała
wszystkie drobne fakty, na które przedtem nie zwróciła uwagi.
Strzępki rozmów. U\ywane przez niego fachowe, typowo
policyjne zwroty.
Od samego początku nazywał ją Andreą, a nie, jak
wszyscy oprócz rodziny, Andie. Ta młoda policjantka, która
relacjonowała przebieg oględzin, miała dziwną minę. Dlatego,
\e nie bardzo wiedziała, komu zło\yć meldunek? A czy
Coffey nie zachowywał się z podejrzanie du\ą rewerencją w
stosunku do Jima? Czy nie zbyt uwa\nie słuchał jego opinii?
A własny ojciec?
O wydarzeniach w Pałacu Belmonta w ogóle nie chciał z
nią rozmawiać. Nic dziwnego. Wieczorem, na mostku, nie
wypytywał Jima o jego zamiary wobec córki, lecz po prostu
słuchał raportu.
Poczuła się oszukana i zdradzona.
Zastanawiała się, czy Natalie wiedziała o spisku, kiedy
zjawiła się na budowie i radziła siostrze wziąć sobie
kochanka.
- Jesteś policjantem - stwierdziła bezbarwnym głosem.
Skinął głową.
- Melduje się Jim Nicolosi, detektyw z Minneapolis,
obecnie na przedłu\onym urlopie zdrowotnym.
- Mój ojciec wynajął cię dla mnie na niańkę?
- Na ochroniarza - sprostował Jim. - I wcale nie wynajął,
lecz poprosił o kole\eńską przysługę.
Andie nie interesowały niuanse. Fakt pozostawał faktem.
Los uwziął się na nią. Widocznie przez całe \ycie musi mieć
do czynienia z tym czy innym mę\czyzną, który manipuluje
nią jak marionetką, pociągając za sznurki.
- Okłamałeś mnie.
- Nie. Ani razu. Mówiłem tylko prawdę, choć niecałą.
- Podstępem zdobyłeś u mnie pracę. Czy to nie było
oszustwo?
- Ale\ skąd! - obruszył się Jim. - Jestem stolarzem. I to
bardzo dobrym. śeby zarobić na studia, przez wszystkie
szkolne wakacje pracowałem na budowach mojego stryja.
- A twój sfingowany wypadek?
- Wcale nie był sfingowany. Widziałaś przecie\ blizny. -
Dotknął biodra. - Zleciałem z piętra przez barierkę schodów
przeciwpo\arowych w pogoni za łajdakiem, który
zmasakrował swoją dziewczynę. Nadal nie jestem zupełnie
zdrowy. - Jim zawahał się, lecz zaraz wyznał coś, czego
przedtem nie powiedział nikomu: - Mo\e nigdy do końca nie
wydobrzeję. Ani fizycznie, ani... psychicznie. Dlatego nadal
korzystam z urlopu zdrowotnego.
Na twarzy Andie odmalowało się zmieszanie.
- Przepraszam - szepnęła. - Nie zamierzałam lekcewa\yć
tego, co się stało.
- W porządku. Nie wiedziałaś.
- Tak. Nie wiedziałam - powtórzyła ze smutkiem.
- A więc teraz ju\ wiesz - mruknął. - Masz jeszcze jakieś
pytania? Chciałabyś się czegoś dowiedzieć?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]