Archiwum
- Index
- Natural History Lore and Legend by F Edward Hulme first published in 1895 (2000)
- Celmer Michelle Królewskie zwišzki 02 Ksišżę i sekretarka (Goršcy Romans 893)
- Historyczne Bitwy Cajamarca 1532, Andrzej TarczyĹski
- Sandemo Margit Dziewica z lasu mgieĹ(historyczny)
- Jameson Bronwyn GorÄ cy Romans DUO 886 W poszukiwaniu wspomnieĹ
- Historia malzenska dla doroslyc Antczak Radoslaw
- 191. Schuler Candace To miaĹ byÄ tylko romans
- Antoni Czechow Historie zakulisowe
- arkusz finalowy historyczny
- 02 Trish Wylie Ĺťycie jak romans
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- aeie.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
w pogwizdywanie kosa.
Wyglądała tak pociągająco, że William podszedł cicho i od tyłu objął ją ramionami w
talii.
- Cassandro... - szepnął jej do ucha.
- Proszę mnie nie dotykać! - odpowiedziała ze złością i wyrwała się z uścisku.
William uśmiechnął się i powiedział cicho:
- Na to trochę za pózno.
- Musi pan pogodzić się z tym, że w naszej znajomości osiągnął pan nieprzekraczalną
granicę. Proszę nie liczyć na to, że podobna sytuacja się powtórzy. Nie chcę pana i nigdy nie
zechcę.
- Pani wargi mówiły co innego. Dostałem odpowiedz, jakiej oczekiwałem. Niech pani
ze mną nie walczy.
- A właśnie, że będę - odparła z gniewem. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie jest
całkiem odporna na siłę Williama i dlatego powinna unikać go za wszelką cenę. - Będę
walczyć z panem, póki mi starczy sił. Słyszy pan?
- Każde słowo - potwierdził. Odwiązał klacz i pomógł Cassandrze wspiąć się na siodło.
- Któregoś dnia pani do mnie przyjdzie. W końcu będzie pani moja.
- Nigdy. Nawet w najmniejszej części.
- Trudno więc - powiedział po chwili namysłu. - Wygląda na to, że musimy poczekać
do następnego razu. Gotowa do odjazdu?
Cassandra skinęła głową i wlepiła wzrok w odległy punkt przed sobą.
William wolno prowadził klacz ku stajniom, pochłonięty swoimi myślami. Nie były
wesołe. Gdy występował z wojska i zaczynał od nowa życie w cywilu, zdawało się, że cała
jego przyszłość jest dokładnie zaplanowana. Cassandry Greenwood nie było w tych planach.
Mógłby naturalnie zapomnieć o niej i udać, że nigdy nie istniała, ale nawet nie brał takiej
możliwości pod uwagę.
Przez całą resztę dnia i potem rano przy śniadaniu William zachowywał pogodną twarz
i był dla wszystkich bardzo uprzejmy. Jednak i on, i Cassandra wiedzieli, że coś między nimi
110
S
R
się zmieniło. W ich wzajemnych stosunkach zapanował szczególny chłód. Wszystkiemu
winna była oczywiście gniewna odprawa, jaką otrzymał.
Mimo to William dotrzymał słowa i wziął Cassandrę na przejażdżkę po parku.
Towarzyszyła im Emma na narowistej gniadej klaczce, którą raz po raz podrywała do galopu.
Gdy wracali do stajni, Cassandra rzeczywiście próbowała już jechać kłusa, a William chwalił
ją za postępy i twierdził, że ma zadatki na znakomitą amazonkę. Nalegał, by po jego wyjez-
dzie kontynuowała lekcje z siostrą.
Potem zjedli lekki lunch, William pożegnał się z lady Elizabeth i Harriet i wyruszył do
Londynu.
Zgodnie z przewidywaniami Williama gazetowe ogłoszenia oznajmiające o
zaręczynach sir Edwarda Lamparda z panną Emmą Greenwood narobiły wiele hałasu.
Tymczasem do Londynu ściągnęła hrabina wdowa Carlow, która zamieszkała w domu wnuka
przy Grosvenor Square i natychmiast wyraziła poparcie dla planowanego małżeństwa.
Przed południem w dniu, gdy ukazała się wiadomość, William przyjechał z wizytą do
Monkton House. Nie spodziewając się odwiedzin bez uprzedzenia, lady Monkton zabrała
Emmę po zakupy na Bond Street. Cassandra, która nie była tym zainteresowana, pozostała w
domu, choć gdy kamerdyner zaanonsował lorda Lamparda, pożałowała wcześniej podjętej
decyzji.
Kiedy William wszedł do pokoju, wstała z kanapy i odłożyła czytaną książkę na stolik.
Gość wystrojony w wyśmienicie skrojony oliwkowy surdut podszedł prosto do niej.
Promienie słońca, wpadające przez okna, rozświetlały mu włosy.
- Nie spodziewałyśmy się pana, Williamie. Ciotki i Emmy nie ma w domu. Jeśli chciał
pan rozmawiać z lady Monkton, proszę wrócić pózniej.
- Bardzo się cieszę, że zastałem tylko panią, Cassandro. Proszę się nie obawiać, nie
zrobię niczego nagannego. Ma pani moje słowo na to, że póki pozostajemy sam na sam, będę
zachowywał się godnie i stosownie.
Zmierzyła go bardzo sceptycznym spojrzeniem.
- Prawdę mówiąc, trudno mi w to uwierzyć. Pański upór nie przestaje mnie zadziwiać.
Proszę usiąść. - Zajął miejsce na krześle naprzeciwko, więc nie sposób było uniknąć jego
wymownych spojrzeń. - Czy w stosunku do innych kobiet poczyna pan sobie równie śmiało?
- Tylko wobec tych, które budzą moje pragnienie, a powiedziałem przecież, że pani
pragnę - odrzekł William, przypatrując jej się z bardzo niepokojącą intensywnością.
- Znowu przypomina mi pan o braku rozwagi.
- Pani czy moim?
- Nas obojga. Bardzo dobrze pamiętam te zawstydzające chwile, gdy się zapomniałam.
Można je nazwać jedynie wyjątkową nierozwagą. Zresztą powiedziałam panu wtedy, żeby
zostawił mnie w spokoju.
111
S
R
Długo mierzył ją spojrzeniem niebieskich oczu.
- Zastanawiam się - rzekł w końcu - czy pani słowa wytrzymają test dotyku.
- Nie wyobraża pan sobie, żeby kobieta była w stanie się oprzeć rozbudzonemu
pożądaniu, prawda? - Cassandra usiadła w królewskiej pozie, z ramionami ułożonymi wzdłuż
poręczy krzesła. - Otóż powiem panu, że nie zamierzam stracić cnoty w łożu znanego
uwodziciela.
- W tym rzecz! - Zaśmiał się krótko. - Niech pani się uspokoi, Cassandro. W mojej
obecności pani cnocie nic nie grozi. Nikt tak nie troszczy się o nią jak właśnie ja.
- Nic nie grozi - powtórzyła z ironią. - Jestem innego zdania. Proszę raczej powiedzieć,
po co pan przyszedł.
- Skoro zostały ogłoszone zaręczyny, to, jeśli uda się zwolnić Edwarda od obowiązków
wojskowych, możemy, jak sądzę, rozpocząć podbój towarzystwa.
- Co pan proponuje, jeśli można wiedzieć?
- Na początek wizytę w Almacku w najbliższą środę. Cassandra nie wierzyła własnym
uszom.
- W Almacku?
- Naturalnie - potwierdził z uśmiechem. - To przecież najbardziej ekskluzywny z
londyńskich klubów.
- Nie przejdziemy przed wartą patronujących mu dam. One strzegą drzwi jak smoki.
- Patronki mają prawo bez podania powodu usunąć z klubu każdego, kto ich zdaniem
jest niemile widziany.
- Czy mamy szansę na zdobycie karnetów?
- Tu przydadzą się wpływy mojej babki. Ona dobrze zna jedną z patronek i bez
wątpienia powoła się na tę przyjazń.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]