Archiwum
- Index
- 0594. Mortimer Carole Powrot do Buenos Aires
- Burroughs Edgar Rice 2.PowrĂłt Tarzana
- Zajdel Janusz Prawo do powrotu (pdf)
- D'Onaglia Frederick Powrót do źródeł
- Curnyn Lydia Polowanie na męża czyli teoria szczelnej przykrywki
- Clancy Tom Splinter Cell 02 Operacja Barakuda
- Balogh Mary Aria namietnośÂ›ci
- Career Opportunities in Photography
- Bank_Zsuzsa_ _Najgoretsze_lato
- 442.Graham Lynne NowośźeśÂ„cy w Toskanii
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- gim12gda.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
niósł się wszędzie w sali i na ulicach. Na bulwarach zadzwoniły szybkie kroki.
Już ten i ów poddawał zwrotki prastarych pieśni o powrocie króla spod Góry; ni-
komu nie sprawiało wielkiej różnicy, że zamiast Throra zjawił się jego wnuk. Lu-
dzie podejmowali pieśń i wkrótce rozbrzmiał głośny śpiew, wysoko wzbijając się
nad jeziorem:
Podziemny król nad króle,
Pan wydrążonych skał
I władca srebrnych zródeł
Odbierze to, co miał.
144
Korona błyśnie złotem,
W stu harfach zabrzmi dzwon -
A w górskich grotach echo
Powtórzy dawny ton.
W pas się pokłonią lasy
I zdzbła zielonych traw,
A złoto i diamenty
Popłyną rzeką wpław.
Zaszemrzą pieśń strumienie,
Zaszumi las i bór -
I radość zapanuje,
Gdy zjawi się Król Gór.
Tak, a przynajmniej podobnie śpiewali, pieśń jednak miała o wiele więcej zwro-
tek i towarzyszyły jej okrzyki, a także dzwięki harf i skrzypiec. Doprawdy, najstar-
si ludzie nie pamiętali tak gorączkowego podniecenia w Mieście na Jeziorze. Na-
wet elfy leśne zdumiewały się i wręcz niepokoiły. Nie wiedziały oczywiście, w ja-
ki sposób Thorin zdołał uciec z więzienia, i przychodziło im do głowy, że może
ich własny król popełnił grubą omyłkę. Co do władcy miasta, to rozumiał on, że
nie ma innej rady, jak ulec głosowi ogółu i przynajmniej na razie udawać, iż
wierzy we wszystko, co mówi Thorin. Ustąpił mu zatem swojego wspaniałego fo-
tela, Kili i Fili zasiedli tuż obok na zaszczytnych miejscach, a Bilbo również znalazł
się przy stole wśród najdostojniejszych biesiadników; w powszechnym zamiesza-
niu nikt nie pytał, skąd wziął się ten hobbit, o którym w pieśni nie doszukałbyś
się najlżejszej bodaj wzmianki.
Wkrótce wśród objawów niesłychanego entuzjazmu wprowadzono do miasta
resztę krasnoludów. Opatrzono wszystkich, nakarmiono, zakwaterowano, obsy-
pano uprzejmościami, w jak najmilszy sposób i ku całkowitemu ich zadowoleniu.
Thorin ze swą kompanią zamieszkał w osobnym, obszernym domu, miał na usłu-
gi łodzie i wioślarzy; jak dzień długi, przed kwaterą gości tłum śpiewał i wiwato-
wał, ilekroć któryś z krasnoludów pokazał choćby tylko koniec nosa.
Zpiewano przeważnie stare pieśni, lecz niekiedy również nowe, ułożone na po-
czekaniu, głoszące dufnie, że lada chwila smok zginie, a rzeką do Miasta na Je-
ziorze popłyną statki naładowane bogatymi podarkami. Do tego rodzaju śpiewów
zachęcał obywateli władca miasta, co wcale nie sprawiało krasnoludom szczegól-
nej przyjemności; poza tym jednak gościom powodziło się dobrze, szybko obrośli
145
znów sadłem i odzyskali siły. Po tygodniu wszyscy wrócili całkowicie do zdrowia
i przechadzali się dumnie w nowych ubraniach z cienkiego sukna, każdy w swo-
jej barwie, a brody mieli pięknie przystrzyżone i uczesane. Thorin tak wyglądał
i tak się zachowywał, jak gdyby już odwojował swoje królestwo i posiekał Smau-
ga na drobne kawałki.
Zgodnie z przewidywaniami Gandalfa serdeczne uczucia krasnoludów dla hob-
bita rosły i krzepły z każdym dniem. Bilbo już nie słyszał jęków ani wyrzutów.
Przyjacielie pili za jego zdrowie, poklepywali go po ramieniu i otaczali wielkim sza-
cunkiem; bardzo w porę zjawiała się ta pociecha, bo hobbit był trochę markotny.
Nie mógł zapomnieć złowrogiego wyglądu Góry ani opędzić się od myśli o smo-
ku, a na dobitkę dręczył go okropny katar. Przez kilka dni kichał i kaszlał, nie wy-
chodził z domu, a podczas bankietów musiał ograniczać swoje przemówienia do
słów: Bardzo dziękuję .
Tymczasem elfy wróciły z towarami w górę Leśnej Rzeki i w pałacu króla po-
wstało wielkie zamieszanie. Nie wiem wszakże, jaki los spotkał dowódcę straży
i podczaszego. Dopóki krasnoludy przebywały w Mieście na Jeziorze, nikt oczy-
wiście nie wspominał o kluczach i baryłkach, a Bilbo wystrzegał się pilnie użycia
pierścienia. Mimo to, zdaje się, że w mieście zgadywano więcej, niż goście mówi-
li, jakkolwiek pan Baggins pozostał niewątpliwie trochę tajemniczą osobistością.
W każdym razie król elfów wiedział już teraz, jaki cel ma wyprawa krasnoludów,
i mówił sobie: Doskonale! Zobaczymy! Nikt nie zdoła przewiezć skarbów z po-
wrotem przez Mroczną Puszczę bez mojego pozwolenia. Ale myślę, że cała awan-
tura zle się skończy dla krasnoludów, i dobrze im tak!
Król nie wierzył, by krasnoludy mogły w otwartej walce zwyciężyć i zabić smo-
ka tak potężnego jak Smaug, i mocno podejrzewał, że uciekną się raczej do próby
kradzieży czy innego podstępu. Widać z tego, że król był mądrym elfem, mądrzej-
szym niż ludzie z Miasta na Jeziorze, chociaż i on nie przewidział trafnie jak zo-
baczymy w dalszym ciągu tej historii. Rozesławszy więc swoich szpiegów po ca-
łym wybrzeżu Jeziora i na północ, jak się dało najbliżej w okolicę Samotnej Góry
czekał.
Po dwóch tygodniach Thorin zaczął zbierać się do wymarszu w dalszą drogę.
Trzeba było wykorzystać entuzjazm w mieście, żeby uzyskać jak najskuteczniej-
szą pomoc. Nie miało sensu zwlekać, aż zapał ochłonie. Thorin zwrócił się więc
do władcy i jego przybocznej rady, oświadczając, że wkrótce musi wraz ze swoją
[ Pobierz całość w formacie PDF ]