Archiwum
- Index
- 1. Trzy siostry Mallery Susan Randka w ciemno
- Wright Austin Tony i Susan (pdf)
- 36. Stephens Susan Ĺťar pustyni
- Susan Elizabeth Phillips Hot Shot
- Connell Susan Naucz mnie kochaÄ
- 165. Worth Susan W labiryncie uczuÄ
- Susan X Meagher The Lies That Bind
- 385. Harlequin Romance Wentworth Sally Prawie jak w filmie
- 0823. Bernard Hannah MiesiÄ c miodowy
- W pogoni za szczćÂśÂciem(2)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stemplofil.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Wspaniale. Cudownie. - Uśmiechnęła się radośnie. -
Powiedz, co to za kostiumy?
Mężczyzna stojący w głębi pokoju podszedł, by go uściskać.
Rye odwrócił się i uśmiechnął się do Paige.
- To jest Harry. Harry, poznaj moją siostrę Kani i jej męża
Iaina MacKenzie.
- Harry? - powtórzyła Kani słabym głosem.
- Tak. - Im mniej będę mówić, tym lepiej, uznała Paige.
- No? - Rye skrzyżował ręce na piersi.
- No co? - zapytała z uśmiechem Kani.
- Mam siostrzenicę czy siostrzeńca?
- Nałóż to, wtedy cię przedstawimy. - Iain rzucił
Rye'owi fartuch, a potem wyjął z kołyski mały pakuneczek w
kocyku i podał mu go. - Oto Kali, twoja siostrzenica.
Na widok wyrazu twarzy Rye'a serce Paige na chwilę
przestało bić.
95
- Jaka piękna - szepnął i z dzieckiem na rękach podszedł do
okna. Tylko Paige widziała łzy błyszczące w jego oczach.
Delikatnie kołysał maleństwo, szepcząc coś do niego.
Gdybym nie zakochała się w nim wcześniej, nastąpiłoby to
teraz, pomyślała Paige.
- Harry? - zapytała z wahaniem Kani. - Chciałabyś ją
potrzymać?
- O tak! Bardzo.
I już po chwili trzymała w ramionach prześliczną maleńką
istotkę.
- Jest wspaniała! I bardzo podobna do Kani - zwróciła się do
dumnych rodziców.
- Naprawdę? A ja myślałam, że jest podobna do Iai-na -
zmartwiła się siostra Rye'a.
- Gdy krzyczy i kopie, to jest podobna do mnie, ale gdy śpi
taka delikatna i łagodna, to na pewno przypomina Kani -
stwierdził Iain.
- Czy mogę wam w jakiś sposób pomóc? - zapytał Rye, nie
mogąc oderwać oczu od Paige z maleństwem na rękach. Była
zafascynowana dzieckiem.
- Tak. Jesteśmy tu już prawie dobę, a Gypsy pewnie umiera z
głodu. Mógłbyś wpaść do nas i nakarmić ją?
- Otworzyła oczy! - wykrzyknęła z zachwytem Paige i
podeszła do Rye'a, by mógł przyjrzeć się Kali. -Chyba jest
głodna.
- Zaraz się nią zajmę. - Kani wyciągnęła ręce po dziecko.
- Kiedy przyjeżdża mama? - zapytał Rye.
- Jutro rano o dziesiątej. Mógłbyś ją odebrać z lotniska?
- Przykro mi, siostrzyczko, ale nie mogę. A co gorsza, nie
będę mógł spotykać się z wami przez kilka najbliższych dni.
- Dlaczego?
- Mam pewne zadanie do wykonania. Wpadnę do was, jak
tylko będę mógł.
96
Kilka minut później Rye i Paige jechali do domu Kani i Iaina.
Był to piękny, dwupiętrowy wiktoriański budynek. Gdy weszli
do środka, Rye zaczął nawoływać Gypsy, ale kocica
najwyraźniej chciała się z nimi bawić w chowanego. Rye zaczął
jej szukać, a Paige mogła spokojnie rozejrzeć się po wnętrzu,
które od pierwszej chwili ogromnie się jej spodobało.
Poszła na górę i zaglądała po kolei do łazienki, pokoju
gościnnego i wreszcie do dziecinnego. Na jednej ścianie było
namalowane uśmiechnięte słońce na błękitnym niebie, po
którym płynęły obłoczki. Z przeciwnej ściany uśmiechał się
księżyc, otoczony srebrnymi gwiazdkami. Sufit łączył kolory
nocnego nieba i pogodnego dnia.
Nad kołyską wisiały gwiazdki, księżyce i słoneczka. Paige
wzięła do ręki małego miękkiego klauna i przytuliła go do
siebie. Otworzyła szufladę i znalazła w niej sweterki i
czapeczki. W następnej były śpioszki i maleńkie kaftaniczki.
W pokoju unosił się zapach dziecięcego pudru. Paige zaczęła
się zastanawiać, czy jej mama też tak czekała na narodziny
swego dziecka. Czy przygotowała dla niej pokój? A może
pachniał tak słodko jak ten? Pewnie się bardzo bała; miała tylko
siedemnaście lat, kiedy ją rodziła. Posadziła klauna na półce i
zeszła na dół. Rye nasypywał właśnie jedzenie do miseczki.
Przy jego nogach kręciła się szara kotka.
- Gdzie ją znalazłeś?
- Schowała się za suszarkę. Zna mnie, ale wystraszyła się
chyba mego stroju. No, skończyłem. Chodźmy już. Nie
powinniśmy siedzieć tu za długo.
- Chciałabym zadzwonić do ojca. Mogłabym stąd? Tu nikt nie
będzie mi przeszkadzał.
Rye zaprowadził ją do salonu. Z niecierpliwością czekała, aż
wybierze numer. Wreszcie oddał jej słuchawkę.
- Będę obok - powiedział. - Tylko nie rozmawiaj zbyt długo -
poprosił.
Skinęła głową i usłyszała, że ojciec podnosi słuchawkę.
97
ROZDZIAŁ JEDENASTY
- Cześć, tato - powiedziała. - Wesołych świąt.
- Gdzie ty, u diabła, byłaś? - wrzasnął Patrick. Dzwoniłem do
was od rana. Dziewięć razy!
- Przepraszam. Nie było nas w domu.
- Wyszliście? A ja się tu zamartwiam!
- Przepraszam - powtórzyła Paige. - Wszystko jest w
porządku. Byliśmy przebrani.
- Już dobrze, dobrze. Przykro mi, że zacząłem na ciebie
krzyczeć, ale naprawdę bardzo się niepokoiłem.
Usłyszała
skrzypnięcie
fotela,
gdy
usiadł
wygodniej.
Domyśliła się, że jest w swoim gabinecie.
- Dobrze się czujesz? - zapytał już spokojnym głosem.
- Chyba tak - odpowiedziała niepewnie.
- Coś cię gryzie, Paige?
- Nie chcę cię zbyt długo zatrzymywać, tato. Wiem, że idziesz
na obiad do Winchesterów.
- Ależ mów.
Nie wiedziała, jak ma to wyrazić.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]