Archiwum
- Index
- Linda Farstein AC 07 Entombed
- Linda Barlow Opętani miłoœciš
- Bray Libba Magiczny Krąg 01 Mroczny Sekret
- Conrad_Linda_ _Dynastia_Danforthow_09_ _Prawo_milosci
- Conrad Linda Cudem ocaleni
- 1102. Gordon Lucy Dwie gwiazdy
- barbara radziwilowna felinski a.
- 042. Greene Jennifer Sokolnik
- Cartland Barbara Niechć™tna śźona
- Blyahin P. Krasnye dyavolata
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- lafemka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Phh - Jewel wydęła usta. - Aleś ty nudny. Przyjrzyj się
lepiej swemu życiu. Skreślając tę dziewczynę, przekreślasz
może własne szanse znalezienia szczęścia. Pierwsze od wie
lu lat... Ale rób jak chcesz - sięgnęła po torebkę. - Każdy
jest kowalem swego losu. Ja pojadę teraz do domu zająć się
własnymi interesami. A ty możesz się zadręczać głupstwami,
jeśli chcesz. Cześć!
Ty namarszczył się, czując zamęt w głowie, Jewel zaś ru
szyła do drzwi, szarpnęła za klamkę i przekroczyła próg. Po
półminucie zaszumiał silnik jej auta.
Kiedy odjechała, Tyson podszedł do biurka i opadł
na swój skórzany fotel. Wziął głęboki wdech, próbując
pozbierać myśli. Lecz nagle wydało mu się, że poczuł
jakby zapach lawendy i wanilii. Jakim cudem? Co to za
omam?... Tak pachnie Merri, ale przecież jej tu nie ma.
Jewel rozsiewa inne wonie, coś zbliżonego do cynamonu
i mydła palmowego. Czyżby gdzieś po kątach czaiły się tu
jeszcze jakieś wspomnienia po odwiedzinach panny Davis
sprzed paru dni?
Tyson przesunął palcami po blacie swego biurka. A więc
ona była tutaj tak niedawno... I, zaraz, zaraz, coś tutaj oglą
dała. .. Ach tak, to cygańskie lusterko!
Rozejrzał się zlokalizował spojrzeniem staroświecki
przedmiot. Leżał grzbietem do góry wśród sterty teczek, dy
skietek i broszur.
Przysunął sobie zwierciadełko. Na jego oprawie dostrzegł
swoje nazwisko, starannie wygrawerowane.
- Dziwne - pokręcił głową. - Dziwne.
Odchylił się w fotelu, zaplatając ręce na karku. W tym ni-
czytelniczka
by-zwierciadełku Merri miała oglądać swe odbicie. Lecz ja
kim cudem: w kawałku zwykłego szkła?
Zamknął oczy, a wtedy usłyszał wyraźny głos:
„Odwróć to, Tysonie Steele. Lusterko ukaże ci całą praw-
dę".
Wzdrygnął się i niemal poderwał z fotela. Chyba już sfik¬
sowałem, pomyślał. Chciał wstać, ale coś przykuło go do
miejsca i zmusiło do pochylenia się nad podarunkiem Cy
ganki.
Jeszcze walczył z sobą, lecz w końcu obrócił przedmiot
i spojrzał w szkło, które nie powinno być lustrzane.
A jednak było! Coś się w nim przez chwilę mgliło, lecz
zaraz zasrebrzyło się i wyraźnie odbiło twarz Tysona. Zno
wu się zamgliło, po czym ukazało... ależ tak, ukazało całą
postać Merri.
- Zwariowałem - zaszeptał Tyson. - Chyba, że są jednak
na świecie cuda...?
Zachłannie wpatrywał się w zwierciadełko, czując, jak co
raz mocniej wali mu serce. A więc znów widzi tę, którą, zda
wało mu się, na zawsze pożegnał...
W magicznym świecie ktoś wykonał zbliżenie i oto na Ty
sona spojrzały same oczy Merri. Ach, jakie to piękne oczy,
przebiegło mu przez myśl. Szmaragd, zieleń wiosennych
traw, Morze Sargassowe...
Zapragnął ucałować te oczy, lecz wtedy obrazek zno
wu się zmienił. Ukazała się zabawna scenka z początków
ich znajomości: oto Merri nurkująca pod biurko, w poszu
kiwaniu swych pantofli. A zaraz potem deszcz, ta ulewa,
i ratowanie przeciekającego domu. I czym to się dla nich
czytelniczka
skończyło: pierwszym pocałunkiem, pierwszymi pieszczo
tami.
Następnie zobaczył Merri próbującą się wycofać, błagają
cą go, by nie wdzierał się w jej życie. Jednak każde ich zbli
żenie dowodziło, że są dla siebie po prostu stworzeni, że ich
temperamenty świetnie ze sobą współgrają.
Musiał nagle potrzeć swój splot słoneczny, bo coś zaczę
ło go w nim mocno uciskać. I ledwie zniósł następną wizję,
ukazującą piękną Merrill Davis-Ross w czerwonej sukni i na
obcasach. Przypomniał sobie panikę w jej oczach, gdy po
wiedział, że ją kocha. Ja też cię kocham, odrzekła. Ale ty cze
goś o mnie nie wiesz... Musisz mnie wysłuchać...
Jęknął i poczuł, że łzy go pieką w kącikach oczu. Przecież
wyraźnie chciała mu powiedzieć prawdę. No i przyznała, że
go kocha.
Jestem podły, pomyślał. Najpierw za wszelką cenę próbo
wałem ją zdobyć. A potem ją od siebie odepchnąłem.
Jewel ma rację. Tylko egoista i głupiec postępuje w ten
sposób. Szczęście było tak blisko, ale teraz wszystko prze
padło.
A może jeszcze nie przepadło? Może coś da się odwró
cić?
Tyson gwałtownie podniósł się z fotela. Pora działać,
uznał. Nawet jeśli nie przebłaga Merri, to zawsze można
i należy ją przeprosić.
Szybkim krokiem ruszył do drzwi.
Merri zatrzymała się w przydrożnej kafejce, wiele mil od
Stanville. Potrzebowała odprężenia po dramatycznym dniu.
czytelniczka
Miała też nadzieję, że paparazzi dadzą jej już spokój. Udzie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]