Archiwum
- Index
- Victor Hugo Quatre vingt treize
- Andre Norton Victory on Janus (pdf)
- Brian Westlake The Endangered List (pdf)
- A derfarkas bosszuja Lesly L. Lastex
- śąydowska wojna Grynberg Henryk
- Carroll_Jonathan_ _Vincent_Ettrich_TOM_02_ _Szklana_zupa
- Hadd mondjam el__ Laurie Halse Anderson
- Comte, Auguste The Positive Philosophy Vol II
- Glen Cook Darkwar 01 Doomstalker
- Wignall Kevin Na kogo wypadnie
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- aeie.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
że trzęsienie zostało wywołane sztucznie, poprzez użycie HAARP,
nowego rodzaju broni, umożliwiającej, za pomocą pola magnetycznego,
wywoływanie trzęsienia ziemi. Na koniec warto wskazać
na inne karty, które przedstawiają tak znajome nam tematy jak
wszczepianie pod skórę chipów czy wszechobecne kamery. Oczywiście
istnieje również tak zwany ruch oporu, w grupie możemy
zobaczyć między innymi hackerów. Czy gdy przypominacie sobie
o utworzonej przez hackerów stronie Wikileaks oraz aktywnej
ostatnio grupie Anonymous , możemy czuć się zaskoczeni?
57
To niesłychane odpowiedziała Monik. To naprawdę była
karciana gra?
Gra Iluminati: the Card Game . Chociaż w założeniu miała
mieć przede wszystkim charakter rozrywkowy i jej celem było raczej
wyszydzenie wielu tak zwanych teorii spiskowych, to jednak jak siÄ™
finalnie okazało, sama stała się ich częścią. Największą tajemnicą
jest to, jak autorzy tak trafnie przewidzieli wydarzenia, które miały
miejsce dopiero kilka lat po wydaniu gry. Oczywiście pewnych
rzeczy można było się domyślić, w jakiś sposób przewidzieć, ale czy
na takÄ… skalÄ™ i do tego tak trafnie? Najwyrazniej autorzy musieli siÄ™
wcześniej wyposażyć w niezwykle dobrą szklaną kulę, dzięki której
bez problemu mogli przewidzieć zdarzenia przyszłości. Oczywiście
może być też inne wytłumaczenie. Istnieją strony internetowe, które
są jak mrugnięcie do nas okiem my wiemy, że o nas wiecie, ale
nic z tym nie zrobicie. Podobną rolę może odgrywać także gra Illuminati
która mówi nam: wiecie co planujemy, ale nic z tym nie
możecie zrobić . Może mało to optymistyczne, ale wiele obecnych
na kartach przepowiedni wciąż czeka na realizację. Czy jednak tego
właśnie chcemy?
Jego słowa przerwał dzwonek telefonu Marca, który poderwał
się od stołu.
Przepraszam na chwilÄ™. Pewnie to nasi szefowie zastanawiajÄ…
się, gdzie przepadliśmy.
Wszedł do pokoju i odebrał telefon.
Tak? SÅ‚ucham?
Witam pana. Rozmawialiśmy wczoraj&
Marc poznał głos tajemniczego mężczyzny.
Tak, tak, poznajÄ™ pana.
58
Mam dla pana informacjÄ™.
Słucham uważnie.
Kolejny samolot wyląduje dzisiaj. Niech pan będzie na lotnisku
o 23:30. Tylko proszę być ostrożnym.
Rozmówca rozłączył się. Marc odłożył telefon.
59
Rozdział 8
Szymany, Polska
Niebo rozświetlało tysiące widocznych gołym okiem gwiazd.
Brakowało na nim tylko Księżyca, którego blask byłby tej nocy pomocny
wędrującej przez leśne chaszcze parze.
Marc przedzierał się pierwszy, starając się umożliwić Monik łatwiejsze
przejście przez gąszcz. Ta dżentelmeńska postawa nie zawsze
skutkowała tym, by Monik nie odczuwała przykrości w tej
mało komfortowej eskapadzie. Czasem odgarniane przez Marca
gałęzie uderzały ją po twarzy.
Ale będę wyglądała. Jakby mnie ktoś smagał pejczem odezwała
się. Gdyby tatuś widział, co robi jego córeczka, żeby być
dobrym dziennikarzem zakpiła.
60
Dzielna jesteś. Mam wrażenie, że każdy twój krok zbliża cię
do Pulitzera Marc starał się pocieszyć swoją towarzyszkę. Lotnisko
powinno być już bardzo blisko.
Mówiłeś, że możemy natknąć się na wojskowe patrole& Jeszcze
nas zamknÄ… za szpiegowanie.
Lotnisko jest chronione jako obiekt wojskowy, a w takich
szczególnych przypadkach myślę, że tym bardziej.
To lepiej już nic nie mówię wystraszyła się wymyśloną przez
niÄ… samÄ… perspektywÄ….
Chodz, Monik. Jestem pewien, że nie tracimy czasu.
Starali się zachowywać jak najciszej.
Marc wiedział, że w przypadku zatrzymania będzie bardzo trudno
wskazać logiczny powód ich obecności w tym miejscu i o takiej
porze. Niestety, nie mógł powołać się na zródło swoich informacji.
I to nie tylko dlatego, że żaden przyzwoity dziennikarz nie ujawniał
swoich informatorów, ale przede wszystkim ponieważ jego informator
był jak duch, właściwie nic o nim nie było wiadomo. Można
było tylko przypuszczać, że pracuje na lotnisku. I to wszystko.
Stawiał więc swoje kroki tym ostrożniej, rozglądając się dookoła
i uważnie wypatrując potencjalnych wojskowych patroli.
Panujące wokół ciemności zaczęły już trochę rzednąć. Miał
wrażenie, że dochodzą do skraju lasu, przez który się przedzierali.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]