Archiwum
- Index
- Brooks, Terry Word 02 A Knight of the Word
- 22 Demon i panna
- Yoga Upanishad
- Leanne Karella Courage to Believe (Titan) (pdf)
- Joanna Chmielewska Harpie
- A_depressao_como_mal_estar_contemporaneo
- MacLeod Ken Dywizja Cassini
- Treatise of Astral Projection
- Candace Schuler Pić™tno przeszśÂ‚ośÂ›ci
- Fred Saberhagen The Book of the Gods 04 God of the Golden Fleece
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stemplofil.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. . . No, nie przesadzajmy! Błotne igi nie są aż takie głupie, biorąc pod uwagę
środowisko, w jakim żyją. Wybraliśmy nową formę naprawdę starannie. Możesz
mi wierzyć: miło jest nie mieć żadnych wrogów i wylegiwać się w ciepłym błocie.
Musieliśmy też wbudować zabezpieczenia, jak choćby genetyczny chwyt, powo-
dujący, że jesteśmy zwierzętami przynoszącymi szczęście. Dzięki temu nikt na
nas nie poluje. No i alarm umożliwiający przypomnienie sobie przeszłości, gdy
nadejdzie właściwy czas. Ta forma fizyczna, choć niewielka, była doskonałą kry-
jówką. . .
Już raz pytałem: dlaczego ja?
. . . Bo żyjesz we właściwym czasie i jesteś naturalnym kosmopolitą pocho-
dzącym z Widdershins. To kiedyś też był nasz świat. Jesteś bogaty i masz pewną
pozycję. Krótko mówiąc, powiedzmy, że tak chciał los. . .
Ig zamilkł i wpatrzył się w pozbawiony ciepła ogień międzyprzestrzeni.
Przepraszam. . . powiedział trochę niepewnie Dom. Ale nie wyglą-
122
dasz na przedstawiciela superrasy. . .
Przednie łapy Iga zamigotały na klawiaturze komputera. Uniósł łeb i przyjrzał
siÄ™ Domowi. . .
. . . Dom przetarł oczy.
Przepraszam wymamrotał, próbując sobie przypomnieć, co widział pod-
czas tego kilkusekundowego kontaktu, ale pozostały mu jedynie wrażenia wielko-
ści i zrozumienia.
. . . Dziękuję powiedział cicho Ig. Widzisz, wszyscy spodziewają się,
że rasa mądrzejsza i bardziej rozwinięta od innych wyląduje w złotych statkach
i oznajmi coś w stylu: Odrzućcie broń, przestań cię się kłócić i dołączcie do
wielkiego galaktycznego braterstwa istot inteligentnych . W praktyce tak głupio
postępują tylko młode i zadufane rasy. . .
A co teraz nastÄ…pi?
. . . Teraz?
. . . spotkamy się i wspólnie być może zobaczymy wszechświat taki, jaki jest
naprawdę. Gdy się spotkamy, wszyscy będziemy równi wszyscy jesteśmy bo-
wiem podgatunkami w jednej wielkiej rodzinie istot potrzebujących do życia słoń-
ca. A poza tym całość jest nieskończenie większa od sumy elementów składo-
wych. Teraz. . .
. . . Teraz porozmawiamy. . . powiedział Ig.
Flota znajdowała się na orbicie Widdershins, a z nadprzestrzeni ciągle wyska-
kiwały statki i okręty innych ras. Radio rozbrzmiewało prawie wszystkimi znany-
mi w galaktyce językami.
Będą walczyć! Przez zgiełk przebił się głos Joan I. Mój boże, będą
się bić!
Mostek flagowego okrętu Ziemi zdominowany był przez kulisty ekran otacza-
jący go dookoła. Nadlatujące jednostki tworzyły na nim niezbyt uporządkowaną
formację, a ich kapitanowie zajęci byli wyjątkowo gwałtowną dyplomacją.
Widdershins, tak? Asman potrząsnął głową, podchodząc do jednej
z konsolet. Przykro mi. . . Jesteście więc widdershińskimi jokerami, tak? Nie-
wielką kolonią, a więc nie jest wykluczone. . .
Okrętem nagle zatrzęsło. Z międzyprzestrzeni zwanej kosmosem wyłoniło się
coś wielkiego i ostrzegło tak potężnym głosem, że głośniki prawie dostały rezo-
nansu:
UWAGA! ZASTOSUJ WSZELKIE WYOBRA%7Å‚ALNE SANKCJE
EKONOMICZNE WOBEC CAAEJ RASY, KTÓRA ZACZNIE ZACHOWY-
WA SI AGRESYWNIE!
Po tym ostrzeżeniu Bank zajął orbitę w pobliżu, by mieć wszystkich na oku.
Dom otworzył osłonę kabiny i wyszedł w przestrzeń.
Szedł powoli, nie do końca wierząc, że idzie po niczym, w końcu zatrzymał się
kilkanaście metrów od statku otoczony delikatnym migotaniem. W wyciągniętych
123
dłoniach coś trzymał.
Ig wstał na tylnych łapach i przemówił.
Na ziemskim flagowcu światła przygasły, obwody i bezpieczniki spłonęły,
a ściany zatrzęsły się od ryku fali głosowej.
Nastąpiła krótka chwila ciszy.
Mały joker umilkł i powtórzył ciszej:
. . . Lądujcie. Prosimy was o to my, jokerzy, galaktyczni wędrowcy zmieniający
kształt galaktyki. Musicie nas wiele nauczyć. . .
* * *
Po krótkiej, acz zażartej walce Dom spacyfikował wiatropława i skierował go
w stronÄ™ brzegu.
Pięć mil z prawej obok żartu, jakim okazała się Wieża Jokerów, lądowały
kolejne statki. Cicho i spokojnie, próbując nie dostrzegać innych przedstawicieli
pięćdziesięciu dwóch ras, zagłębiali się w mokradła.
Dom pozostawił Iga usadowionego w błocie w centrum szerokiego i rosnącego
z każdą chwilą kręgu słuchaczy. A inne igi płynęły tam ze wszystkich stron. We
wszechświecie działo się coś nowego, co dotyczyło wszystkich ras, stanowiących
w końcu podgatunki jednej wielkiej rodziny istot inteligentnych tych, którzy
mieszkają po jasnej stronie Słońca. Naturalnie to zajmie trochę czasu, ale pewnego
dnia coś powróci na bagna Widdershins i powie: to zaczęło się tutaj.
Dom miał jeszcze coś do zrobienia. Coś, do czego się zobowiązał balan-
sując na muszli, odkręcił korek manierki i wylał jej zawartość do wody. Potem
ostrożnie, by uniknąć kolców porastających górną muszlę, położył się i wsunął
głowę pod powierzchnię wody.
. . . Dziękuję usłyszał słaby głos, dochodzący jakby z oddali.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]