Archiwum
- Index
- Roberts Nora MiĹoĹÄ na deser 01 MiĹoĹÄ na deser
- Hilari Bell Goblin Wood 01 The Goblin Wood v2
- Giovanni Guareschi [Don Camillo 01] The Little World of Don Camillo (pdf)
- Anthony, Piers Tarot 01 God of Tarot
- 398. Gerard Cindy Dzikie serca 01 Ni srebro ni zĹoto
- Carter Ally Dziewczyny z Akademii Gallagera 01 PowiedziaĹabym ci, Ĺźe ciÄ kocham ale
- Ciara Lake [Xihirian Shifters 01] Xihirah [Siren Classic] (pdf)
- Janrae Frank Journey of Sacred King 01 My Sister's Keeper
- Sandemo Margit Saga o KrĂłlestwie ĹwiatĹa 01 Wielkie Wrota
- Waverly Shannon Antalogia Noworoczna 01 WesoĹych ĹwiÄ t, AnioĹku
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- marcelq.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Słyszał
krzyk przerażenia
-A niech cię diabli! Z
wściekłością, zamierzył się nożem po raz piąty.
Jakaś niewidoczna ręka złapała go za nadgarstek, zaci skając pałce w uchwycie
niemożliwym
do rozerwania, zanim zdążył uderzyć. Nóż obrócił się w stronę gardła Jacoba i przez
jedną długą,
niekończącą się chwilę, Jacob z przerażeniem patrzył na zakrwawione ostrze, które
zbliżało się do
jego skóry A potem nóż uderzył nagle i zatopił się aż po rękojeść.
Z lasu wypadły wilki, otoczyły polanę kręgiem i utkwiły spojrzenia gorejących oczu w
trojgu
ludziach, którzy uchylali się przed gałęziami przecinającymi powietrze. Margaret
wrzasnęła i
rzuciła się do ucieczki. Harry miotał się, biegł na oślep, a Hans potknął się i upadł na
kolana.
Ziemia znów zatrzęsła się i zadygotała.
-Raven. Michaił
zdarł z niej dżinsy, żeby obejrzeć ranę.
Ziemia znów zadrżała, polana się rozwarła. Michaił docisnął dłonie do ziejących ran,
usiłując
zatrzymać straszliwy krwotok. Jacąues zamigotał i zmaterializował się, a potem Erie i
Byron.
Pojawili się Tienn i Vlad.
Grigori runął z nieba na trójkę napastników, otoczoną przez stado wilków. Na łące, gdzie
świat
wyglądał tak, jakby właśnie się kończył, przybrał postać wielkiego czarnego wilka; jego
szalone,
głodne oczy płonęły żądzą zemsty.
-Mój Boże. Jacques
ukląkł obok Michaiła, chwytając pełne garście życiodajnej ziemi. Byron,
idz po zioła. Zpiesz się!
Obłożyli rany kompresami. Michaił ignorował ich, tuląc Raven w ramionach, zasłaniał ją
sobą
przed deszczem.
Całą swoja istotą skoncentrował się na jednym. Nie zostawisz mnie, rozkazał. Nie
pozwolę ci
odejść. Zmignęła błyskawica, przecięła niebo. Za moment rozległ się grzmot, który
zatrząsł górami.
-Jacques! Eleanor będzie rodzić! zawołał
Vlad z rozpaczą.
-Zanieście ją do domu. Wezwijcie Celeste i Dierdre. Jacąues
z pogardą trącił stopą ciało
Jacoba, obaj z Michaiłem osłaniali Raven.
-Jeszcze żyje syknął
Michaił, widząc współczucie w oczach brata.
-Michaił, ona umiera. Jacques'a
aż coś zakłuło w piersi.
Michaił przygarnął ją do siebie, pochylił głowę tak, by móc dotknąć policzkiem jej
policzka.
Wiem, że mnie słyszysz; Raven, musisz pić. Napij się do syta.
Poczuł w głębi umysłu nieznaczny ruch. Ciepło, żal. Tyle bólu. Pozwól mi odejść.
Nie! Nigdy! Nic nie mów. Po prostu pij. Dla mnie, jeśli mrtie kochasz, dla mnie, dla
mojego
istnienia, pij. Zanim Jacques zdążył odgadnąć jego intencje i go powstrzymać, Michaił
naciął sobie
głęboko żyłę szyjną.
Trysnęła ciemna krew. Przygarnął Raven do siebie, wykorzystał całą swoją moc, żeby
wymusić
na niej posłuszeństwo. Jej wola ugięła się, ale ciało było zbyt słabe, żeby posłuchać.
Przełknęła
tylko to, co wlewał jej do ust, sama nie mogła swobodnie ssać krwi.
Uderzenie za uderzeniem pioruny waliły w ziemię. Jakieś drzewo siało wkoło gorejącymi
iskrami. Ziemia znów zatrzęsła się, rozstąpiła w spojeniach. Nad nimi zamajaczyła postać
Grigoria,
najmroczniejszego Karpatianina. W jego bladych, zimnych jak lód oczach czaiła się
surowa
obietnica śmierci.
-Wilki zrobiły, co do nich należało poinformował
Erie. Pioruny
i trzęsienie ziemi dokonają
reszty.
Jacques nie zwrócił na niego uwagi, złapał Michaiła za ramię.
-Dość. Za bardzo tracisz siły. Ona bardzo się wykrwawiła. Ma obrażenia wewnętrzne.
Michaiła ogarnęła ślepa furia. Odrzucił głowę i głośnym krzykiem wyraził swój
sprzeciw,
Krzyk wstrząsnął lasem i górami jak ryk grzmotu. Drzewa buchnęły płomieniami
eksplodując
niczym laski dynamitu.
-Michaił! Jacąues
nie puszczał ramienia Michaiła. Przestań.
-Dostała ode mnie krew, ona ją uzdrowi. Jeśli zdołamy utrzymać w niej krew, złożyć
Raven w
ziemi i odprawić lecz ni czy rytuał, przeżyje.
-Dość tego, do diabła! W
głosie Jacques'a był praw dziwy strach.
Grigori łagodnie dotknął ramienia Michaiła.
-Jeśli umrzesz, mój stary przyjacielu, nijak nam się nie uda jej uratować. Musimy działać
razem, jeśli mamy to przeprowadzić.
Głowa Raven opadła do tyłu, ciało było bezwładne niczym szmaciana lalka. Krew
Michaiła
spływała niepowstrzymanie na jego tors. Jacques pochylił się nad bratem, aie Grigori
znalazł się
przy nim prędzej i jednym ruchem języka zamknął ziejącą ranę.
Michaił prawie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dokoła niego dzieje, koncentrował
się
całym sobą na Raven. Wymykała mu się, gasła powoli, ale nieubłaganie. Serce biło jej
nierówno,
uderzenie, chwila przerwy, uderzenie. Zapadła jakaś złowieszcza, pełna grozy cisza.
Zaklął i położył Raven na ziemi. Zaczął jej robić sztuczne oddychanie i masaż serca.
Umysłem
usiłował ją odnalezć i znalazł jakiś ślad; wątłe, blade światełko, przyćmione i gasnące.
Płynęła na
fali bólu. Była niewyobrażalnie słaba. Oddech, masaż. %7łeby ją przywołać, wzmocnił
reanimację
poleceniem. A potem jeszcze raz.
Za nimi, w skalistej rozpadlinie płynął wartki nurt wody, jej potężna ściana wzmagała
prędkość i
siłę. Ziemia znów się zatrzęsła. Dwa drzewa eksplodowały gwałtownym ogniem mimo
ulewnego
deszczu.
-Pozwól, że pomożemy odezwał
się cicho Grigori.
Jacąues łagodnie odsunął brata i zajął się masażem serca, podczas gdy Grigori stosował
sztuczne oddychanie. Raz za razem Grigori napełniał jej płuca życiodajnym tlenem.
Jacques
zmuszał serce do pracy. Michaił mógł skoncentrować się na telepatycznym
poszukiwaniu. Poczuł
jakieś leciutkie drżenie w głębi umysłu, dotyk niemal niezauważalny, ale wiedział, że to
ona i
podążył tym tropem. Nie opuścisz mnie.
Próbowała odsunąć się od niego, gdzieś w górę i dalej.
Wpadając w panikę, zawołał jej imię. Raven, nie możesz mnie zostawić! Ja bez ciebie nie
przetrwam. Wróć do mnie, wróć do mnie albo pójdę tam, gdzie prowadzisz.
-Mam puls powiedział
Jacąues. Jest
słaby, ale czuję go. Potrzebny nam transport.
W zbierających się ciemnościach pojawił się jakiś błysk. Obok nich stanął Tienn.
-Eleanor urodziła i dziecko żyje oświadczył.
To
chłopiec.
Michaił wypuścił oddech długim, powolnym świstem.
-Zdradziła Raven.
Jacąues pokręcił głową ostrzegawczo, powstrzymując Erica, który chciał coś powiedzieć,
bronić swojej kobiety. Michaił wpadł w śmiercionośny gniew. Najmniejszy błąd mógł go
sprowokować. Jego furia już wywoływała szaleństwo pogody, potężną burzę i drżenie
ziemi.
Znów zatopił się w głębi swojego umysłu, przyciągał do siebie Raven, przejmując tyle z
jej
bólu, ile tylko mógł znieść. Droga do domu minęła mu jak we śnie; deszcz tłukł o
przednią szybę
samochodu, błyskawice przecinały niebo, uderzały pioruny. Wioska wydawała się
opuszczona i
ciemna, gwałtowna burza spowodowała awarię zasilania. Ludzie siedzieli w domach,
garnąc się do
siebie i modlili o przetrwanie tej srogiej burzy; nie rozumieli, że ich życie mogło zależeć
od odwagi
i nieustępliwości jednej, kruchej śmiertelniczki
Ciało Raven, bezwładne i pozbawione życia, ułożoim na łóżku Michaiła. Zdjęli jej
przesiąknięte
krwią ubranie Rozkruszyli lecznicze zioła, niektóre spalili. Zmienili kom presy, zastąpili
świeżymi,
o silniejszym działaniu. Michaił drżącymi palcami dotknął sińców na jej twarzy,
ciemnych znaków
na białych pełnych piersiach w miejscach, gdzie Ja cob ściskał ją brutalnie, owładnięty
chorą żądzą.
Michaiła ogarnął gniew i pożałował, że nie może zacisnąć rąk na jegn gardle.
-Ona potrzebuje krwi oświadczył
nagle.
-Ty też. Jacąues
zaczekał, aż Michaił okryje Raven pościelą i dopiero wtedy podsunął mu
nadgarstek. Pij,
póki możesz.
Grigori dotknął jego ramienia.
-Wybacz, Jacąues, ale moja krew jest silniejsza. Ma ogromną moc. Pozwól mi, żebym
zrobił
przyjacielowi tę drobną przysługę. Kiedy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]