Archiwum
- Index
- Glen Cook Black Company 09 Water Sleeps
- Glen Cook Garrett 08 Petty Pewter Gods
- Glen Cook Darkwar 01 Doomstalker
- Howard Pyle The Merry Adventures of Robin Hood
- Cook Robin (1997) Inwazja
- Dr Who New Adventures 33 Parasite (pdf)
- Anatole France L'ile Des Pingouins
- H Warner Munn Merlin's Ring
- Frederik Pohl Heechee 3 Heechee Rendevous
- Edgar Allan Poe Collected Works of Poe Volume 2 The Raven Edition
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- lafemka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
między rzędami kolumn. Padły kolejne strzały i paniczna ucieczka przybrała na sile.
Ignorując Greków, Eryka i Richard stanęli na nogi i popędzili w stronę połu-
dniową, omijając slalomem kolumny i nie dając się wyprzedzić tym, którzy biegli za
nimi. Uciekali na oślep. Po chwili minęło ich kilku uczniów. Oczy mieli szeroko otwarte
z przerażenia, jakby cały budynek stanął w płomieniach. Eryka i Richard ruszyli ich
śladem, przebiegając przez niskie wrota prowadzące do kamiennego przejścia. Za
nimi znajdowało się mauzoleum, a dalej uchylone drewniane drzwi. Wydostali się na
zakurzoną ulicę, na której zebrał się już podekscytowany tłum. Nie przyłączyli się do
niego, lecz szybkim krokiem opuścili dzielnicę.
- To jakieś nienormalne miejsce - odezwał się rozgniewanym tonem Richard. -
Co się tam u diabła działo?
Nie oczekiwał odpowiedzi. Eryka zbyła go milczeniem. Przez trzy dni z rzędu
była świadkiem nieoczekiwanej przemocy i za każdym razem była coraz bardziej
pewna, że to ona jest celem ataku. To nie był już zbieg okoliczności.
Richard chwycił ją za rękę i pociągnął przez zatłoczone uliczki. Pragnął jak
najszybciej oddalić się od meczetu Al Azhar.
- Richardzie... - poprosiła Eryka. - Richardzie, zwolnijmy.
Stanęli przed zakładem krawieckim. Richard wykrzywił ze złością usta.
- Ten cały Stephanos... Czy wiedziałaś, że będzie uzbrojony?
- Trochę się obawiałam tego spotkania, ale ja...
- Odpowiedz na pytanie, Eryko. Czy pomyślałaś, że będzie miał broń?
- Nawet nie wzięłam tego pod uwagę.
Eryce nie spodobał się jego ton.
- Powinnaś była się nad tym zastanowić. A tak właściwie, kim jest ten Mar-
koulis?
- Handlarz antykami z Aten. Najwyrazniej działa na czarnym rynku.
- A jak doszło do tego spotkania, jeśli w ogóle można użyć tego słowa?
- Mój przyjaciel poprosił mnie, abym się z nim spotkała.
- Kim jest ten wspaniały przyjaciel, który wpycha cię w łapy gangstera?
- Nazywa siÄ™ Yvon de Margeau. Jest Francuzem.
- Czy to jakiÅ› bliski przyjaciel?
Eryka spojrzała na twarz Richarda przepełnioną wściekłością. Wciąż trzęsła się
ze zdenerwowania i nie miała pojęcia, w jaki sposób zareagować na jego gniew.
- Przepraszam za to, co się wydarzyło - bąknęła, mając mieszane uczucia co
do własnej winy.
- Cóż - warknął. - Mógłbym przytoczyć twoje słowa, kiedy to przepraszałem
cię zeszłej nocy za ten upiorny kawał. Myślisz, że wystarczy powiedzieć przepra-
szam i wszystko będzie w porządku? Mylisz się. Mogliśmy zginąć. Myślę, że posunę-
łaś się za daleko. Idziemy do ambasady amerykańskiej i wracasz do Bostonu, nawet
jeśli będę musiał wciągnąć cię do samolotu za włosy.
- Richardzie... - zaczęła Eryka, potrząsając głową.
Przez zatłoczone uliczki przedzierała się pusta taksówka. Richard zauważył ją i
pomachał do kierowcy. Tłum niechętnie ustąpił im drogi. W milczeniu usiedli na tyl-
nym siedzeniu. Richard nakazał kierowcy jazdę do hotelu Hilton. Dziewczyna była zła
i zrozpaczona. Gdyby kazał jechać do ambasady, wysiadłaby z samochodu.
Po dziesięciu minutach ciszy Richard odezwał się:
- Chodzi o to, że nie jesteś przygotowana na tego rodzaju zdarzenia. Musisz
zdać sobie z tego sprawę - powiedział łagodnie.
- Z moim wykształceniem egiptologicznym jestem świetnie przygotowana -
odparowała.
Taksówka ugrzęzła w ulicznym korku. Cal po calu przesuwała się obok wiel-
kich, średniowiecznych wrót Kairu. Eryka przyglądała im się najpierw przez boczną, a
następnie tylną szybę.
- Egiptologia to badanie martwej cywilizacji. - Richard uniósł dłoń, jakby chciał
poklepać ją po kolanie. - Nie ma nic wspólnego z obecnym problemem.
Eryka spojrzała na niego.
- Martwa cywilizacja... nie ma znaczenia...
Te słowa potwierdziły stosunek Richarda do zawodu, który wykonywała. Były
poniżające i rozwścieczyły ją.
- Jesteś naukowcem - ciągnął - i powinnaś zaakceptować ten fakt. Ta zabawa
w stylu płaszcza i szpady jest dziecinna i niebezpieczna. To śmieszne, aby tak ryzy-
kować dla posągu, jakiegokolwiek posągu.
- To nie jest jakikolwiek posąg - zdenerwowała się Eryka. - Poza tym sprawa
jest o wiele bardziej skomplikowana. Ale tego nie chcesz zrozumieć.
- Ależ to aż nazbyt oczywiste. Wykopano posąg wart krocie. Takie pieniądze
tłumaczą wszelkie rodzaje zachowań. Ale to już zmartwienie władz, a nie turystów.
Zacisnęła zęby, usłyszawszy określenie turysta . Kiedy taksówka nabrała
prędkości, Eryka zastanowiła się, dlaczego Yvon pozwolił jej na spotkanie ze Stepha-
nosem. Brakowało tu logiki. Próbowała zaplanować kolejne działania. Nie miała za-
miaru rezygnować, nie zważała na słowa Richarda. Wszystko obracało się wokół Ab-
dula Hamdiego. Pomyślała o jego synu i wcześniejszym postanowieniu, by odwiedzić
jego sklep z antykami w Luksorze.
Harvey pochylił się do przodu i klepnął taksówkarza po ramieniu.
- Mówisz po angielsku?
- Trochę - kiwnął głową kierowca.
- Wiesz, gdzie jest ambasada amerykańska?
Spojrzał na Richarda w lusterku.
- Nie jedziemy do ambasady amerykańskiej - wtrąciła Eryka, wypowiadając
każde słowo wolno i wystarczająco głośno, by usłyszał je kierowca.
- Obawiam się, że nie zmienię zdania - upierał się Richard, ponownie nachyla-
jÄ…c siÄ™ w stronÄ™ kierowcy.
- Możesz się upierać przy swoim - oświadczyła dziewczyna doprowadzona do
[ Pobierz całość w formacie PDF ]